
"Czarne Miasto" może okazać się jednym z najważniejszych debiutów tego roku. Niesamowita powieść o losach śląskiej rodziny utrzymana w konwencji realizmu magicznego. Gdzieś, pośród ulic Czarnego Miasta, zagubione jest mieszkanie Wandy. Jest ogromne, ale choć całkowicie wypełniają je meble i wspomnienia, kobieta nie czuje się tu ani dobrze, ani w pełni bezpiecznie. Jej mąż, Zdzisiek, zginął przed laty w kopalni. Było to tego strasznego dnia zaćmienia. Ludzie, którzy szukali schronienia w naprędce budowanych korytarzach, ginęli pod zwałami czarnego gruzu. Wanda nadal nie może otrząsnąć się po tej tragedii. Jej córki próbują żyć normalnie, lecz wyjazd do Białego Miasta okazał się nie do końca skutecznym lekarstwem. Nadal dręczą je wspomnienia. Nadal wraca do nich koszmar sprzed lat. "Czarne Miasto" Marty Knopik trudno sklasyfikować. Zresztą nie wydaje się to sprawą absolutnie konieczną, choć warto pokusić się o jakieś porównania dla wygody przyszłego czytelnika. To książka zupełnie inna od tych, które wypełniają większość księgarnianych półek. Balansuje na pograniczu tego, co realne i tego, co realności się wymyka. Utkana jest z czarów, wspomnień, ulotnych przeżyć i tajemnic zaklętych często w na pozór zwyczajnych przedmiotach. Możemy tu więc mówić o realizmie magicznym, jak w przypadku "Stu lat samotności" Marqueza czy jednej z najwspanialszych powieści Olgi Tokarczuk, "Prawiek i inne czasy". Marta Knopik stworzyła jednak opowieść unikatową i w pełni własną. "Czarne Miasto" czyta się znakomicie i z prawdziwą przyjemnością błądzić można po meandrach tej wielowarstwowej prozy.